Chłodny, deszczowy maj w całej Polsce, a w Tatrach jeszcze zimniej i co trochę pada śnieg przykrywając ten pozostały z zimy oraz skały i kosodrzewinę. Tego świeżego nie jest dużo, bo przybywa około kilkanaście centymetrów, a w ciągu dnia, kiedy cieplej, poprzedni się topi. Chmury wiszą nisko zakrywając przeważnie szczyty do połowy, często niżej, a czasem zniżają się do powierzchni stawów. Tak jest i w Zachodnich i w Wysokich Tatrach. Za to w niżej położonych dolinach zieleni się trawa i kwitną kwiaty.
Gdyby w 1892 roku opady trwały tak jeszcze w końcu maja, rozpaczałby Stefan Żeromski. Po raz pierwszy będąc w Zakopanem, od 25 kwietnia wyczekiwał, aż stopią się zimowe śniegi, by móc odbyć wycieczką do Morskiego Oka. Jak wiemy, wyruszył dopiero 13 czerwca, ale i tak z duszą na ramieniu, wspomagany przez przewodnika Jakuba Gąsienicę, („Gdyby nie on – już by Stefusiów mózg orłowie na Zawracie dziobali”.) musiał przejść Zawratowy Żleb po śniegu.